Agnieszka Drummer

KARATE

Daj się oczarować tej eleganckiej i inteligentnej sztuce walki

Hej, jestem Agnieszka, a właściwie oficjalnie Sensei (po japońsku: 先生 – nauczyciel) Agnieszka. Karate pomaga mi żyć i to w dosłownym słowa tego znaczeniu, bo inaczej – jako niepoprawna pracoholiczka – pewnie w ogóle nie odchodziłabym od komputera… .

Zapraszam na treningi

Od stycznia rozpoczynamy zajęcia karate dla początkujących w mojej pierwszej grupie. Treningi będą w każdą środę od godz. 18.00 do 19.00.

Spotykamy się w Warszawskiej Akademii Karate Tradycyjnego na ulicy Żegańskiej 1a w Wawerskim Centrum Kultury w Międzylesiu tuż przy Urzędzie Dzielnicy Wawer, sala nr 101, drugie piętro. Na treningi przychodźcie w wygodnym, luźnym ubraniu sportowym i z butelką wody. Mamy oczywiście szatnie. Ćwiczymy boso na miękkiej macie. Przed budynkiem jest bezpłatny parking.

Spotkania do końca stycznia są bezpłatne, bo zobaczymy, jak nam w ogóle pójdzie i jak Wam się będzie podobało. Od lutego składka miesięczna na rzecz Warszawskiej Akademii Karate Tradycyjnego wynosi 99 zł za osobę. Całą tę pierwszą akcję planuję na razie do końca czerwca. W lipcu, sierpniu i wrześniu robimy sobie wakacje, czyli zajęć nie będzie (taki jest przynajmniej wstępny plan, zobaczymy, jak się sytuacja rozwinie). Zakładam, że od października znowu rozpoczniemy treningi, może dwa razy w tygodniu a może powstanie jakaś druga, nowa grupa dla początkujących, a może zrobię też zajęcia karate po niemiecku 😉 … zobaczymy.

Jeśli Twoje dziecko chodzi na karate w naszym klubie, to możesz je ze sobą przyprowadzać także w środy i albo będzie z nami ćwiczyło albo bawiło się w kąciku zabaw w przebieralni.

Kogo najchętniej uczę?

Dorosłych. Najchętniej 40+

Sama już kilka lat temu przekroczyłam pięćdziesiątkę i nie mnie mierzyć się z wysportowanymi dwudziestolatkami, nie mówiąc już o młodzieży czy dzieciach.

Początkujących

Dopiero od niedawna mam zaszczyt przewiązywania się czarnym pasem i bycia nauczycielem karate. Przede mną samą jeszcze długa droga. Jednak na pewno nieźle znam podstawy i zobaczymy, czy potrafię je skutecznie przekazać innym.

Zwykłych ludzi

To znaczy nie takich, którzy kilka razy w tygodniu trenują na siłowni lub co miesiąc przebiegają maraton czy nawet runmageddon. Być może podobnie jak Wy mam bardzo urozmaicone i czasochłonne życie zawodowe, a na dodatek praca jest moją pasją i poświęcam jej naprawdę dużo zaangażowania. Więc mimo mojej głębokiej fascynacji karate nie liczcie na pięć treningów tygodniowo ze mną. Zaczynamy od grupy raz w tygodniu.

Moja droga

Mój Sensei powiedział kiedyś, że karate to droga – i oczywiście dokładnie tak właśnie jest.

Nie zawsze droga jest prosta. Dla tych z Was, którzy znają mnie od niedawna i ciekawi są mojej drogi, oto ona, na skróty.

Pierwszy krok

W 1989 roku, w wieku 22 lat, wyjechałam na stałe do Niemiec. Skończyłam tam studia, wyszłam za mąż i w swoje 29 urodziny urodziłam córkę Monikę. To w wielkim skrócie pierwszych 7 lat mojej emigracji. Z powodów zawodowych męża w 2007 r. wyjechaliśmy do Anglii, i mieszkaliśmy tam przez 3 lata na obrzeżach Londynu. Monika chodziła więc do 6, 7 i 8 klasy do brytyjskiej szkoły. Któregoś dnia wróciła do domu znacznie później niż powinna, bo bała się gangu chłopców z sąsiedniej szkoły, którzy królowali na kilku ulicach. Postanowiłam ją zapisać na “jakąś samoobronę”, żeby nabrała pewności siebie i w najgorszym razie potrafiła się trochę obronić.

W Internecie znalazłam najbliższy klub – przypadkiem było to karate – i w lecie 2008 r. poszłyśmy na pierwszy trening. Trener powiedział do mnie: jesteśmy klubem rodzinnym, może Pani też spróbuje i potrenuje z córką? Zdumienie. Ja? To antytalencie sportowe, które ukończyło 40 lat? W życiu bym na to nie wpadła. No ale czego nie robi się dla dziecka, raz mogę spróbować.

I to był ten pierwszy raz – miłość do tego sportu od pierwszego wejrzenia, albo lepiej: treningu. Na treningi chodziłyśmy regularnie przez dwa lata. W tym czasie zdałyśmy egzaminy na żółty i pomarańczowy pas i nauczyłyśmy się dwóch pierwszych kata.

Drugi krok

W 2010 r. wróciliśmy na stałe do Niemiec. W Monachium kontynuowałyśmy naukę karate, ale tylko bardzo z grubsza, bo trafiłyśmy na klub z różnymi sztukami walki. Klub prowadzi małżeństwo Hannelore i Lothar Sieber i zwłaszcza Sensei Hannelore niezmiennie mnie fascynuje. Mimo ukończonych 60 lat jest nie tylko sprawniejsza fizycznie niż wszyscy ćwiczący w klubie dużo młodsi od niej mężczyźni, ale też po prostu nie do pokonania w technikach samoobrony. Na samą myśl o tym, jak zostałby potraktowany na przykład przypadkowy złodziejaszek próbujący wyrwać tej niepozornej starszej pani torebkę uśmiecham się w duchu.

Do klubu państwa Sieber chodziłyśmy z Moniką regularnie też przez dwa lata, ale zaczęłyśmy znowu od białego pasa i na nim też poprzestałyśmy.

Następnie przez moje życie przetoczyły się dwie rewolucje, a konkretnie rozwód i po ok. 25-letniej emigracji powrót na stałe do mojej rodzinnej Warszawy.

Trzeci krok

W Warszawie wpadłam w intensywny wir pracy i już nie myślałam o powrocie do karate. Monika została na stałe w Niemczech, a samej tym trudniej się zmotywować. Wymówki zawsze się znajdą: minęło już prawie pięć lat od ostatnich treningów w Monachium. I w ogóle: w tym wieku? Przy tej kiepskiej sprawności fizycznej i braku kondycji? Ale szkoda mi było wyrzucić dwie karate-gi, w których przeżyłyśmy z Moniką tyle fajnych treningów. No dooobra, do trzech razy sztuka. Jeśli się teraz nie załapię, to zamykam rozdział karate w moim życiu. Szukając grupy dla dorosłych trafiłam przypadkiem na Warszawską Akademię Karate Tradycyjnego i Senseia Szczepana Thomasa. Ten trzeci krok zaczęłam dokładnie we wrześniu 2017 roku.

Od tej pory karate wciąga mnie coraz bardziej. Absolutnie nie brałam pod uwagę osiągnięcia nawet żółtego pasa i muszę się czasem uszczypnąć, żeby uwierzyć, że nie śnię i naprawdę mam już czarny pas.

W 2021 roku wydarzyły się dwie zdumiewające rzeczy. Po drugie, wystartowałam na Mistrzostwach Polski w Karate Tradycyjnym. Nie, nie zdobyłam żadnego medalu, ale sam fakt, że brałam udział i oceniono mnie całkiem pozytywnie, jest po prostu niesamowity. A po pierwsze, do Polski przyjechała z Serbii chodząca legenda Karate, Sensei Ilija Jorga, i u tego mistrza mistrzów zdałam egzamin na czarny pas.

I, last but not least, poznałam grupę wyjątkowo sympatycznych ludzi, z którymi trenuję. Naprawdę serdecznie Was lubię i zawsze cieszę się na wspólne treningi!

Czwarty krok – TERAZ 🙂

Mój Sensei Szczepan Thomas namawiał mnie już od dawna, żebym też uczyła karate. Pewnie dlatego, że wierzy w mój talent pedagogiczny w dziedzinie nauczania niemieckiego.

Wymigiwałam się skutecznie, mówiąc, że moim priorytetem jest najpierw mój własny czarny pas i muszę się dobrze do tego egzaminu przygotować. Teraz wymówki mi się skończyły.

Od stycznia 2022 r. zaczynam więc uczyć kilkoro pierwszych chętnych, niektórych już zapisanych widzicie tu na zdjęciu. Cieszę się na to nowe wyzwanie i na to, że kilka dalszych osób być może zarażę moim własnym entuzjazmem do tej eleganckiej, pięknej, logicznej i ciekawej sztuki walki.

Główne zasady karate

Hitotsu… (= po pierwsze…)

  • Dążyć do doskonałości charakteru!
  • Bronić ścieżek prawdy!
  • Krzewić ducha wysiłku!
  • Zachować zasady etykiety!
  • Strzec się porywczej odwagi!

Do zobaczenia w Dojo na treningach!