Szczerze mówiąc czuję się trochę “sparaliżowana” psychicznie.

Ciągle sprawdzam w Internecie doniesienia, ile osób w którym kraju zachorowało. Pandemia koronawirusa wszystkim nam skomplikowała życie, jednym mniej, innym więcej, ale na pewno nie ma dosłownie nikogo, kogo ten temat by nie dotyczył.

Większość z nas przebywa teraz w domu znacznie więcej niż normalnie (oczywiście wyłączając wszelkie służby medyczne i pomocnicze). Takie kilka dni “wolnego” może być nawet przyjemne, ale co będzie, jeśli kilka dni zmieni się w kilka miesięcy praktycznie przymusowej kwarantanny? Aż strach pomyśleć. A jednak – wykluczone to nie jest, a nawet wydaje się coraz bardziej prawdopodobne.

Jednak uświadommy sobie, że ta epidemia KIEDYŚ minie. Zostanie opracowana szczepionka, wszystko wróci do normy. Tak, to potrwa, powiedzmy nawet, że pół roku czy rok. Ale przecież to nie będzie trwało wiecznie.

Jak zwykle do Ciebie należy wybór, co w tym czasie będziesz robić (albo właśnie czego NIE będziesz robić). Wiem, bardzo trudno jest się zmotywować do jakichś konkretnych konstruktywnych czynności, gdy cały świat zawisł w próżni i wszyscy tylko czekają, co będzie dalej. Mnie też jest trudno. Wydawałoby się, że więcej czasu sprzyja większej produktywności i lepszej organizacji czasu, ale praktycznie bardzo trudno się do czegoś zmobilizować.

Skoro jednak możemy z całą pewnością założyć, że stan epidemii jest przejściowy, to warto wyobrazić sobie, co będzie, gdy ten kryzys minie. Niektórzy spojrzą w tył i pomyślą sobie: “cholera, totalnie zmarnowałam/-em ten rok, a przecież tyle mogłam/-em zrobić”. No ok, może dzięki temu znam teraz wszystkie seriale na Netflixie i wszystkie śmieszne filmiki na YT. Inni z kolei zrobią coś praktycznego, produktywnego – i po tym roku powiedzą: “no dobra, wprawdzie był światowy kryzys (i musiałam/-em – niepotrzebne skreślić: siedzieć w domu, pracować zdalnie, zrezygnować z urlopu, znaleźć coś na nudę kwarantanny)”, ale ja dobrze wykorzystałam/-em ten czas.

Tym czymś praktycznym i konstruktywnym może być na przykład nauka języka niemieckiego. W Internecie znajdziecie “tony” materiałów do samodzielnej nauki, więc dlaczego by z nich nie skorzystać?

Zapraszam na przykład na mój kurs online, czyli do Metody Agnieszki Drummer (klik!). Pierwsze lekcje są bezpłatne, więc każdy może spróbować. Jedno Wam gwarantuję: to zupełnie inny rodzaj nauki niż znaliście do tej pory ;). Większość moich uczniów twierdzi, że to dużo skuteczniejszy sposób.

Share This

Share this post with your friends!